Posty

Fornarina Rafaela Santi

Obraz
Zawieszony jest wysoko, nad drzwiami. Salonowe wnętrze galerii w Palazzo Barberini wydaje mi się kontrastować z jej nagością. Ta nagość przynależy do strefy intymnej. I choć w renesansie powstało wiele obrazów, w których kobiece ciało było potraktowane instrumentalnie, jako ładny motyw dla przyjemności męskiego wzroku (często pod pretekstem tematów biblijnych lub mitologicznych), ta nagość ma w sobie coś zupełnie innego. Odnoszę wrażenie, że jej piersi, lekko zakryte dłonią, oraz brzuch osłonięty ledwie prześwitującym woalem, to nagość całkowicie prywatna, wręcz intymna. Nie ma tu zwykłej relacji - malarz i pozująca mu modelka. To portret namalowany przez kochanka; efigia stworzona po to, by zatrzymać całą postać i sprawić, by Fornarina przekroczyła granicę czasu. Niewiele jest obrazów tak wyraźnie i dosłownie podpisanych, jednak podpis Rafaela jest tu podwójny. Na ramieniu Fornarina ma opaskę z imieniem malarza. To sprytny i oryginalny sposób na sygnaturę, ale właściwie też podwójne p...

Triumf śmierci Petera Bruegla

Obraz
Od blisko roku Ukraina walczy w pełnowymiarowej wojnie wywołanej przez Rosję. To rok, w którym przyzwyczailiśmy nasze oczy, że najbardziej dramatyczne obrazy z przeszłości z łatwością, niemal niezauważalnie stają się częścią teraźniejszości.  Życie w czasach pokoju w różnych okresach historii chyba zawsze wygląda inaczej.   Wojna i zniszczenie, które przynosi wygląda zawsze tak samo.  Rozmyślam o obrazie Petera Bruegla, Triumf śmierci. To nie był w wizji Bruegla obraz odnoszący się do wojny. Tematem jest śmierć- w różnych kontekstach, ale zawsze zwycięska wobec ludzkich prób odszczepienia się od przemijalności i marności. Ale jednak czy przypadkiem Bruegel nie myślał także o konfliktach, tych, które długimi dekadami przeszywały Europę w jego czasach?  Te armie kościotrupów na obrazie - w walecznym porządku- skracają opowieść o wojennym rzemiośle do minimum. Te wojska są już uśmiercone. Są po tamtej stronie: idą z atakiem ze swego świata na świat jeszcze żywych. ...

Historia w pudełku na szachy

Obraz
W przeczytanej kiedyś biografii Józefa Czapskiego szczególnie poruszyła mnie jedna informacja. W obozie w Griazowcu, gdzie młody oficer znalazł się z zaledwie garstką ocalałych kolegów (pozostali bowiem zginęli w Charkowie), Czapski zorganizował wykłady na temat prozy Marcela Prousta.  To dość niewyobrażalne- obóz jeniecki był przecież przyczółkiem piekła. Zawieszony między porażającymi sygnałami z przeszłości, o tym co wydarzyło się z polskimi oficerami z obozu w Starobielsku, a pozbawioną nadziei przyszłością, gdzie rytm i przeżycia dnia wyznaczała ciężka praca  i czarny chleb jako racja żywieniowa... W tym miejscu, miejscu zła i beznadziei, i w tym czasie, czasie pogardy i zwątpienia, Czapski wygłasza wykłady o fascynującej go powieści Prousta.  Rekonstrukcja czasu, będącą leitmotivem u Prousta staje się także skrawkiem nadziei dla skrajnie wycieńczonych fizycznie i psychicznie jeńców. Staje się być może także obietnicą, że ten czas utracony będzie kiedyś przywrócony. ...

Nić przędna

Obraz
NIĆ PRZĘDNA "Nić przędna – wielofunkcyjna, długa i cienka nić, włókno powstające w efekcie zakrzepnięcia na powietrzu wydzieliny gruczołów przędnych niektórych stawonogów, zbudowane z włókien fibroinowych sklejonych serycyną. Nić przędna pająków nazywana jest nicią pajęczą, a utworzone z niej sieci łowne – pajęczyną." Tyle czytam w wikipedii. Zaraz przyjrzę się pajęczynie, która nocą znikąd pojawiła się na zewnętrz okna. Poranne słońce nasyca ją teraz swoim blaskiem, a ja zastanawiam nad tą konstrukcją doskonałą. Mam mieszane uczucia. Jak wiadomo pajęczyna jest strukturą dość okrutną; to narzędzie walki, pułapka, znak wyższości pająka nad muchą. Jak jednak się stało, że przy tak dużym znaczeniu funkcji, gdzie liczy się przewaga jednego gatunku nad drugim, tyle w pajęczynie jest jednocześnie piękna? Ten koronkowy układ delikatnych nici, promieniście rozpostartych, kryształowo połyskujących, niekiedy jeszcze- o zgrozo- niosących błyszczące krople rosy. I jeszcze ta nieracjonaln...

Okno z widokiem na strach i nadzieję

Obraz
OKNO Z WIDOKIEM NA STRACH I NADZIEJĘ Jeden z najważniejszych tekstów, jakie napisałam. Powstał dwa lata temu, podczas podróży do miejsc Zagłady i pamięci (Treblinka, Bełżec, Auschwitz, Płaszów, Majdanek, Markowa) Proszę o lekturę. 24.03.2018 Podkarpacie. Na zdjęciu - widok z okna domu, który stoi w Markowej. Jest teraz pusty. Przeniesiono go z innego miejsca, chroniąc chyba od zniszczenia, być może z zamysłem stworzenia skansenu. Stoi na niewielkiej polanie. Remontowany, surowy, bez okien i drzwi. Pozbawiony śladów wcześniejszego życia. Jego historia, to znacznie wiecej niż to, na co wskazuje skansenowe przeznaczenie. Gdy byłam w nim dwa tygodnie temu, jego drewno pachniało impregnatami; pobielane ściany otulał wysoki śnieg. Ten dom nie należał do rodziny Ulmów, lecz do ich sąsiadów. Mieszkali tu Antoni i Dorota Szylar. Podobnie jak Wiktoria i Józef Ulmowie, ukrywali w czasie niemieckiej okupacji żydowskich współbraci. Wyobrażam sobie...

Cisza i blask Vermeera

Obraz
Można rozłożyć ten obraz na kilka czynników pierwszych. Martwa natura. Postać mleczarki. Mieszczańskie wnętrze, skromne i zakotwiczone w zwykłości. Jak z takich wątków powstało arcydzieło? W jaki sposób powszechność przekuć w wyjątkowość? Vermeer sprawił, że stając naprzeciw tego obrazu w Rijksmuseum, patrząc na obraz także teraz, budzi się we mnie ogromna potrzeba milczenia. By zgłębić ciszę tego dzieła. Płótno jest nieduże; ma 45,5 x 41 cm. Jednak na długo można zapamiętać jego aurę. Sale muzeum w Amsterdamie są potężne. Ciemny kosmos, w którym jasnym blaskiem lśnią kolejne arcydzieła. Obrazy eksponowane są z rozmysłem, bez zagęszczenia. "Straż nocna", "Żydowska narzeczona", "Autoportret" młodego Rembrandta. Dalej sala Vermeera, która z zachłannej przestrzeni wydziela kamealność. Jan Vermeer namalował "Mleczarkę" najpewniej okolo 1660 roku. Jan, wówczas dwudziestoośmioletni, mieszkał wraz z żoną w domu jej matki, Marii Thins. ...

Sprawiedliwi wśród Narodów Świata

Obraz
Fotografia przedstawia grupę artystów. Zrobiono ją podczas pleneru w Kazimierzu Dolnym, w 1950 roku. Na pierwszy rzut oka jej walorem jest pokazanie postaci barwnych i fascynujących. Wśród nich można zobaczyć m.in. Szymona Kobylińskiego i Jana Lebensteina, kilka lat przed wyjazdem artysty do Francji. Dla mnie ta fotografia jest jednak szczególnie ważna z innej przyczyny. Przyczynę tę poznałam kilkanaście lat temu, w dyskretnej opowieści Aleksandra Radziewicza Winnickiego. Wtedy jednak nie uświadamiałam sobie pełnego znaczenia tej opowieści. Post scriptum do niej wybrzmiało kilka dni temu, w Muzeum Polin, podczas uroczystości wręczenia medali Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Wśród odznaczonych znaleźli się ujęci na fotografii młodzi malarze- Aleksander Radziewicz Winnicki wraz z pierwsza żoną, Wandą Paklikowską Winnicką.   Po prawej stronie zdjęcia widać cztery postaci. To osoby, które przez lata łączyły szczególne relacje przyjaźni i sympatii. W białych perłach, elegan...