Posty

Wyświetlam posty z etykietą Arcydzieła i mistrzowie

Egon Schiele

Obraz
Historia sztuki bywa dziedziną okrutną. Z obowiązku chirurgicznie oddziela emocje malarza od jego dzieła. Skalpel nauki szuka porządku, chronologii, logiki rozwoju sztuki. Artysta ma być wyłącznie ich możliwie zneutralizowanym nośnikiem. Przyznaję, że nigdy tego nie lubiłam i wciąż nie lubię. Chętniej próbuję zszywać rozprute więzi i dostrzec w obrazach wyłożone przede mną, widzem, lustro, Stendhalowskie " zwierciadło ". Chcę zrozumieć nie tylko "jak", ale i "dlaczego". Mieć czarno na białym- " madame Bovary to ja ". Patrzeć na artystę wyłożonego przed widzem jak głowa Jana Chrzciciela na tacy, na tym jasnym i potwornym ołtarzu sztuki, na którym ci wielcy, wybitni od zawsze się poświęcali. W przypadku Egona Schiele wolałabym, żeby było odwrotnie. Chciałabym oderwać jego twórczość od życia. Oglądać obrazy i rysunki neutralnie, na zimno. Okiem zdystansowanego badacza. Tak dobrze byłoby uzdrowić Egona z jego fobii, oczyścić z ni...

Rozdzielony dyptyk z Melun

Obraz
Jest to być może najdziwniejszy obraz jaki znam.  Najbardziej prowokacyjny. Niektórzy twierdzą - i chyba słusznie- że jest po prostu bluźnierczy.  Słynne prawe skrzydło dyptyku z Melun z 1450 roku autorstwa Jean Fouqueta. Oficjalny tytuł tego obrazu to- naturalnie- Madonna z Dzieciątkiem wśród Aniołów. Teoretycznie wszystko się zgadza. Tyle, że modelka pozująca do wizerunku owej Madonny była osobą - powiedzmy z przymrużeniem oka - z krwi i kości, co samo w sobie nie było niczym nadzwyczajnym,  ale jej tożsamość z mroków historii wydobywa głównie aspekt obyczajowy.  Nie ma chyba drugiego przedstawienia, w którym mocno erotyzujący charakter skrywany byłby..."pod płaszczem" czy raczej w przebraniu Madonny. Także te błyszczące, syntetyczne anioły nie pozwalają oddać się czysto religijnemu zawierzeniu. Niebieskie cherubiny symbolizują czystość i żywioł powietrza. Czerwone serafiny- miłość i ogień. Czy przypadkiem tylko serafiny przy...

Als ick kann

Obraz
Portret mężczyzny w czerwonym turbanie. Wynurza się z czerni w National Museum w Londynie. Skupiony, poważny, o zamglonym oku. Popisowa partia van Eycka, malarza z książęcego dworu. Przeciwieństwa zmaterializowane. Pan Każdy. Jedyny w swoim rodzaju. Wyjęty z nicości uważnym dotknięciem pędzla swojego mistrza. Tak nierealny i realny jednocześnie. Przekorny język, który każe nazywać jego autora prymitywem flamandzkim. Ten turban mógłby spokojnie być probierzem stylów. Wyobrażam sobie jak wyglądałby w wersji barokowej. Jak w manieryzmie. Ten tu, u Jana van Eycka jest jak splątany nadmiar tkaniny z perizonium z Chrystusa Wita Stwosza.  Ten, którego kamienny ciężar zdematerializował wiatr i otuliło wypełnione kadzidłami powietrze krakowskiej bazyliki. Ze świętych czasów przed grawitacją. A twarz? Dużo tu takich, na terenie Belgii. Flamand o uważnych oczach, pod ciężką, bladą powieką. Na siatkę zmarszczek, które umiejscawiają go gdzieś około 60-tki- czyli wówczas n...

Śmierć Marata Jacques-Louis Davida

Obraz
Kilka dni temu, przeglądając jakiś album, zatrzymałam się na tym obrazie. Oczywiście znałam go i (odrobinę) pamiętałam z lekcji historii. Zawsze robił na mnie duże wrażenie. Uświadomiłam sobie jednak, że mimo, że oglądałam go tu, w Belgii, w Królewskich Muzeach Sztuki w Brukseli, to nigdy do końca z Brukselą go nie łączyłam. A także, że patrzyłam na niego dokładnie tak jak chciał tego autor. Zasadniczo - to wspaniała rzecz, taka zgodność twórcy i odbiorcy. Tym razem jednak w wersji Davida stawką jest historyczna prawda. Niekoniecznie w pełni oddana.   "Smierć Marata" Jacques Louis Davida wystawiona jest w północnej galerii sztuki dawnej. Można dotrzeć do tego obrazu po zobaczeniu już wszystkich Boschów, Bruegli, Rubensów. To niespodziewanie duże płótno. Obraz jest dość matowy w porównaniu do wersji z reprodukcji. W sali, gdzie jest eksponowany ma niewątpliwie status arcydzieła. I jest arcydziełem. Kiedy myślę o tym muzeum, nie jest dla mnie nigdy pustą prz...

Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem. Kolekcja Czartoryskich.

Obraz
Izabela Czartoryska uskarżała się dwieście lat temu, że obraz jest "taki sobie", bo nie jest to jeden z tak typowych dla artysty portretów. Faktycznie, to jeden z zaledwie sześciu, może siedmiu olejnych pejzaży Rembrandta. Ale powód do narzekań stał się zaletą obrazu. Przyznaję, że także dla mnie ten obraz nie był długo zbyt fascynujący. Znałam go najpierw z reprodukcji. Ten krajobraz był - w sumie podobnie sam Rembrandt- odległy, skrywany za spiżowym wizerunkiem genialnego malarza. Pamiętam zajęcia z historii sztuki, gdy siedzieliśmy na drewnianej, błyszczącej podłodze w muzeum Czartoryskich, wysłuchując wykładu o obrazie. Próbowałam wówczas chwycić się każdego detalu, zapamiętać szczegóły, żeby ten Rembrandt zapadł mi w głowę i w serce. Tak się wówczas nie stało, choć mówiono do mnie mądrze i przekonująco. A może takie obrazy muszą po prostu niekiedy poczekać? Może w końcu dopuszczą nas do swojej głębi, przeszyją jak łuna światła przez uchylone drzwi. Zafascynu...

Prawa dłoń Cecylii Gallerani - Dama z gronostajem

Obraz
Jasna jak pergamin. Finezyjnie ułożona. Po gotycku smukła, choć przynależy już do początków renesansu. Prawa dłoń Cecylii Gallerani. Może to jedna z najważniejszych dłoni w historii malarstwa? Ta dłoń to traktat o doskonałości. Jest tak prawidłowa. Tak bezbłędna. Ach, te dobrodziejstwa internetu! Te wyraziste reprodukcje. Te miliony pikseli na naszych usługach, przynoszące arcydzieła prosto na ekran mojego komputera. Dzięki nim zaczęłam uważniej patrzeć na tę dłoń. Można przyglądać się poszczególnym palcom, przesuwać kursorem po powierzchni. Prześledzić konstrukcję anatomiczną i podążyć siatką krakelur. Oddalać się i przybliżać, nie budząc niepokoju muzealnej ochrony. Można patrzeć na Damę z gronostajem tak, jakby właśnie dłoń była głównym motywem obrazu, a wszystko inne było tylko dodatkiem. Tłem. Uzupełnieniem. Smukłe palce delikatnie muskają sierść gronostaja. Opuszki palców są w totalnej anarchii wobec tego co dzieje się w wyższej partii obrazu, bo ten odru...

Tajemnice Nefretete

Obraz
Gablota stoi w centrum ciemnej sali.  Szklane akwarium w muzealnym półmroku. Snop światła wydobywa ją z nicości. Jest doskonała, tajemnicza, wniosła.  Nefretete. Magnetyczna piękność z berlińskiego Neues Museum. Większość zwiedzających przychodzi tu właśnie do niej. Stoją w bezruchu, w ciszy, w skupieniu. W bezczasie, jak ona. Nefretete promieniuje w  tym swoim szklanym pudełku. Jak motyl przypięty szpilką z perłowa główką, za smugą celofanu, w gabinecie kolekcjonera. Wyobrażam sobie emocje, jakie towarzyszyły w grudniu 1912 roku archeologom, gdy spod gruzu i kurzu, w miejscu, które było dawną pracownią rzeźbiarza Totmesa wydobyli to popiersie. Odkrywca, Ludwig Borchardt chyba od razu wiedział, że oto zmienia się hierarchia najważniejszych dzieł sztuki na świecie. Wyłoniona z pyłów Nefretete upomniała się o swoje miejsce. O gablotę, której tak uważnie strzec będą strażnicy berlińskiego muzeum. O pięknie Nefretete nie ma co mówić. Jest oczywiste, niepoddawane wąt...

"Babie lato" Józefa Chełmońskiego

Obraz
Patrząc na ten obraz, trudno uwierzyć, że powstał on pewnie w ciemnej ( i może zimnej ) pracowni malarskiej, a nie w plenerze. Mogło to być studio wynajmowane przez Józefa Chełmońskiego wraz z Witkiewiczem i Chmielowskim w hotelu Europejskim przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu. W sercu miasta. Był rok 1875, a w autorze tliło się wspomnienie bezkresów Ukrainy, które oglądał podczas podróży rok wcześniej. "Babie lato" to chyba najpiękniejszy obraz na czas, gdy w miarę coraz krótszych dni narasta nostalgia za tym, co właśnie mija. Obraz chwili i obraz schyłku. Celebrujący moment i wieszczący tęsknotę za nim, gdy przeminie.   To na tym płótnie zrealizował Chełmoński swoją wizję życia chłopskiego, przełamując przy tym wszystkie zasady, począwszy od tej dotyczącej godności tematu. Ukraińska chłopka wylegująca się wśród wysuszonych traw na poważnym obrazie? Według publiczności warszawskiej było to niegodziwe. Zwłaszcza te słynne bose, brudne stopy! Po prost...

Drzwi Gnieźnieńskie. Z Brukseli.

Obraz
                       Bruksela. Dziś rano miastem wstrzasnęły wybuchy- najpierw na lotnisku, potem na stacji metra.  Większość osób, które los tu ściągnął, przybyły za jakimś swoim marzeniem. Także Polacy, cieszący się otwartą dla nas Europą. Europracownicy, hydraulicy, biznesmeni, pisarze i dziennikarze... Wielu z nas nie widziało tu ideału, nie było zaślepionych, ale jednak chcieliśmy realizować jakieś swoje marzenie. Marzenie wyjścia poza granice kraju, marzenie zdobywania Europy i realizowania swojej misji, choćby w najmniejszej skali. Obserwuję to od kilku lat i od kilku lat także w tym uczestniczę. Od miesięcy widzimy jak to marzenie kruszeje...Dziś jestem w Brukseli. Cichy, dość pogodny poranek przerwały informacje z mediów. A potem ten ciągły dźwięk syren, w różnych miejscach. Odczuwam ten strach, ból i żal pewnie nie mocniej, lecz tak samo jak wiele osób na świecie. Bo tu nie mie...