Blask Włoch, cienie naszych czasów. Mantua i Brescia
Mantua, Camera degli Sposi Skorzystałam z wolnego czasu w pracy. W ciągu dwóch dni odwiedziłam dwa, a właściwie trzy miasta. Wszystkie położone w Lombardii, gdzieś w orbicie Mediolanu. Zadziwia mnie ten region. Gdy przejeżdżam go na przełaj, góry pojawiają się i znikają, na rzecz równiny, o której jedyne co słuszne można powiedzieć, to trywialne, że jest płaska jak stół. Mam wrażenie, że określenie „dolina Padu” trochę wprowadza w błąd, bo zakłada, że rzekę okala coś więcej, a tymczasem ona płynie jakby stanowiła tylko kanał do drenażu uprawnych ziem. Jest jak rysa wydrążona w gładkiej ziemi, od chłodnych źródeł do ujścia w pobliżu Wenecji, gdy rozwidleniami delty łączy się z Adriatykiem . Gdzieś daleko, na horyzoncie niekiedy pojawiają się góry wysokie. Majestatyczne i odległe. Ich wierzchołki bielą się w oddali, lukrowane lodem, przyprószone śniegiem. We włoskich miastach zawsze zaciekawiają mnie lokalni bohaterowie. Na terenie całych Włoch można oczywiście znaleźć tych w...