Posty

Wyświetlam posty z etykietą Egon Schiele

Egon Schiele

Obraz
Historia sztuki bywa dziedziną okrutną. Z obowiązku chirurgicznie oddziela emocje malarza od jego dzieła. Skalpel nauki szuka porządku, chronologii, logiki rozwoju sztuki. Artysta ma być wyłącznie ich możliwie zneutralizowanym nośnikiem. Przyznaję, że nigdy tego nie lubiłam i wciąż nie lubię. Chętniej próbuję zszywać rozprute więzi i dostrzec w obrazach wyłożone przede mną, widzem, lustro, Stendhalowskie " zwierciadło ". Chcę zrozumieć nie tylko "jak", ale i "dlaczego". Mieć czarno na białym- " madame Bovary to ja ". Patrzeć na artystę wyłożonego przed widzem jak głowa Jana Chrzciciela na tacy, na tym jasnym i potwornym ołtarzu sztuki, na którym ci wielcy, wybitni od zawsze się poświęcali. W przypadku Egona Schiele wolałabym, żeby było odwrotnie. Chciałabym oderwać jego twórczość od życia. Oglądać obrazy i rysunki neutralnie, na zimno. Okiem zdystansowanego badacza. Tak dobrze byłoby uzdrowić Egona z jego fobii, oczyścić z ni...