Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem. Kolekcja Czartoryskich.
Izabela Czartoryska uskarżała się dwieście lat temu, że obraz jest "taki sobie", bo nie jest to jeden z tak typowych dla artysty portretów. Faktycznie, to jeden z zaledwie sześciu, może siedmiu olejnych pejzaży Rembrandta. Ale powód do narzekań stał się zaletą obrazu. Przyznaję, że także dla mnie ten obraz nie był długo zbyt fascynujący. Znałam go najpierw z reprodukcji. Ten krajobraz był - w sumie podobnie sam Rembrandt- odległy, skrywany za spiżowym wizerunkiem genialnego malarza. Pamiętam zajęcia z historii sztuki, gdy siedzieliśmy na drewnianej, błyszczącej podłodze w muzeum Czartoryskich, wysłuchując wykładu o obrazie. Próbowałam wówczas chwycić się każdego detalu, zapamiętać szczegóły, żeby ten Rembrandt zapadł mi w głowę i w serce. Tak się wówczas nie stało, choć mówiono do mnie mądrze i przekonująco. A może takie obrazy muszą po prostu niekiedy poczekać? Może w końcu dopuszczą nas do swojej głębi, przeszyją jak łuna światła przez uchylone drzwi. Zafascynu...