Sztuka malowania autoportretu z hiacyntem
Na obrazie - Jacek Malczewski. Być może ubrany w swoją słynną, podszytą czerwienią pelerynę, w której widywano go na krakowskich Plantach, blisko Akademii. Postawiony kołnierz. Czapka ( gamerka?) wspominająca zimę. W tle scenografia chochołów z nadzieją na wiosnę i chór faunów z obietnica natchnienia. Czarny, śpiący pies, jak otyła tylda ułożona na piasku. I ten hiacynt, trzymany pod ramieniem, jak książka. Jak zapowiedź. Jak opowieść. Jeśli czytaliście kiedyś już moje teksty o Malczewskim, wiecie, że szczególnie lubię przyglądać się zawsze pejzażom w jego obrazach: są takie konkretne. do dziś nie zmienione. Na przykład te z Wielgiego, tam gdzie spędzał krótki, ale ważny moment na pograniczu dzieciństwa i młodości (a ja genetycznie ukierunkowana na to miejsce oglądałam kamienie i deski domu, gdzie urodziła się moja babcia...). Tak, pejzaże niezmienione . W tej ży ciowej igraszce przynajmniej one mają szansę być stosunkowo stałe. A portretowany? Oczywiście trzyma s...