25 sty 2020

Skryba z Luwru

























Wiedziałam o istnieniu tej rzeźby, ale nie fascynowała mnie zanadto.
Wapienną rzeźbę odnaleziono ponad półtora wieku temu gdzieś na południe od Kairu, na zachód od Memfis. Jest pełnoplastyczna, pokryta wciąż polichromią.
Obecnie jej miejsce to gablota w Luwrze.

Omijałam ją dotąd bez szczególnie dużego zainteresowania. Teraz jednak spojrzałam na skrybę i wydał mi się przedstawieniem genialnym.
Być może nic w nim pięknego, oprócz fantastycznie przedstawionych dłoni.

Jednak skryba zadziwił mnie czymś innym.

Skryba głównie patrzy. Jest obserwatotorem, pisanie to sprawa wtórna.

Ręce skryby gotowe są do pisania, na dodatek jak wszystko wskazuje- hieroglifami. 
Pisarz jednak nie pochyla się nad zwojem, ale patrzy, wyprostowany- przed siebie. 
Właściwie mamy tu bezwrokowe pisanie na zwoju pergaminu.
Najbardziej szczegółowo oddano jego oczy: wyrzeźbiono je podobno z magnezytu, kryształu górskiego i stopu miedzi z arsszenikiem. Kryształ górski ma nieskazitelną czystość- i taki musiał być wzrok skryby. 

Skryba najpierw musi zobaczyć, usłyszeć. Jego ręce dokonają pracy transparentej, nie zostawiającej śladu, a przenoszącej to co istnieje w świat wirtualny. Każdy tekst jest przecież rzeczywistością wirtualną, nie motrzebuje materialności- kamienia, wody, powietrza, piasku- żeby istnieć.

Istnieje tylko w słowach- ulotnych.
Przywiązanych mocniej lub słabiej do swoich znaczeń. Nie potrzebujących materii. Większych zatem i bardziej istotnych niż wszystkie rzeczy tego świata. 

Czysty, niekalający tego co widzi jest wzrok skryby, w jego oczach z górskiego kryształu.

Oczy widziały, a ręka jedynie przenosiła zobaczone na pergamin. Oczywiście, najpewniej było tak, że skryba pisał to co mu dyktowano. Nie muszę jednak przywiązywać się do spraw pewnych. Mogę się trzymać spraw wyobrażonych.

Dlatego wolę myśleć, że oczy skryby były oczami artysty.
Jego ręka, to ręka rzemieślnika.

To już moja licencia poetica, której patronować może ten przodek pisarzy, skryba z Luwru, sprzed blisko pięciu tysięcy lat.

Justyna Napiórkowska

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza