Posty

Bergamo nocą

Obraz
Zazwyczaj włoskie nazwy miast niosą w sobie coś nęcącego. Foniczną zapowiedź swojej malowniczości. Mieszczą się w niej zaułki, nasłonecznione place, cyprysy pnące w niebo, kamienie przeszłości. Bergamo brzmi inaczej. Lombardzko. Praktyczne. Przedsiębiorczo. Ale to brzmienie może mylić, bo Bergamo jest jak drogocenna szkatułka. Bergamo usadowione jest na wzgórzu, z którego stare miasto rozlewa się wokół połaciami nowego, nowoczesnego miasta. Na dole panuje logika skrojonych z urbanistycznym zamysłem ulic. Na górze – w Bergamo-Alta rządzi logika bluszczu- wielowiekowego rozrastania się siatki miejskiej poddanej wymagającemu usytuowaniu. Bergamo Alta. Bergamo górne.  W wolnym tłumaczeniu: Bergamo wysokie. Ja pozwolę sobie na jeszcze bardziej wolne tłumaczenie: Jego wysokość Bergamo.  Jego wysokość wdarła się w skały przedpola Alp, tu gdzie zaczynają się Alpi Orobie. Kamienny diadem murów Bergamo spina wzgórze. Jeszcze z samolotu można zobaczyć złocące się miasto....

Gra w szachy z Muzeum Narodowego w Poznaniu | Arcydzieła sztuki w Polsce

Obraz
Znałam ten obraz z Muzeum Narodowego w Poznaniu. Trudno byłoby go nie znać. Uważany jest za jeden z najlepszych obrazów kobiety- malarki, Sofonisby Anguissoli. Bardzo ucieszyłam się, gdy  zobaczyłam to płótno na wystawie w brukselskim Bozar. Obraz włączony jest do wystawy dotyczącej związków imperium osmańskiego z europejską sztuką renesansu. W tym wypadku, na XVI wiecznym obrazie, o takich związkach świadczyć ma orientalny dywan na stole, przy którym trzy dziewczynki rozgrywają partię szachów. Dodanie tego obrazu do wystawy w brukselskim Bozar było w sumie chyba tylko pretekstem. I dobrze, bo to zawsze kuratorski gest, który przypomina, że w zbiorach polskich są dzieła przynależne i ważne dla europejskich nurtów w sztuce. Dzieła wspaniałe i niekiedy słabo znane. To nie orientalny dywan jest przecież tematem tego obrazu. A więcej o związkach renesansu ze sztuką imperium osmańskiego trudno tu wykrzesać. Trzy dziewczynki przedstawione są przy grze w szachy. Przypomina mi t...

Wiosna Wojciecha Weissa, wiosna wszędzie!

Obraz
Nie bez powodu malarze młodopolscy widzieli w rozbuchanej wiośnie potężny, zmysłowy potencjał. Najpierw malowali przedłużające się przednówki, potem czas wiosennego i letniego rozkwitu. Ale krótkotrwały czas wczesnego, wiosennego wybuchu raczej w obrazach pomijano. Może wyjątkiem jest „Wiosna” Weissa. Zazwyczaj kiedy piszę – zaczyna się to od obrazu. Od malarskiej inspiracji, która rozszerza się na postrzeganie świata. Bo tym są dla mnie obrazy. Zwierciadłem, w którym można przeglądać się także sobie i rzeczywistości. Tym razem jednak jest inaczej. Zaczęło się od wiosny, która w tym roku tak spektakularnie się rozpoczęła. Potem dopiero pomyślałam o kilku obrazach Wojciecha Weissa. Malarza, który chyba najdobitniej pokazywał początek i koniec. Wiosnę i zmierzch. Witalność i nostalgię. Wiosna. Wszystko tak pięknie rozkwita. Najpierw spod surowej, otępiałej ziemi wyłoniły się wszystkie ździebełka. Przebiły przez warstwę szarości, przez powłokę zastałego kurzu, pokruszonych liści...

Nike z Samotraki

Obraz
Uskrzydlona, marmurowa piękność. Nie znamy jej twarzy. Nawet jej wiek jest tajemnicą. Katalogi Luwru podają jej czas powstania bez precyzji, gdzieś w przestrzeni hellenizmu między  III i I stuleciem p.n.e. To jedna z najwspanialszych rzeźb jakie kiedykolwiek powstały. Wyobrażam sobie, co mogli czuć XIX wieczni odkrywcy, gdy znajdowali fragmenty przepięknie opracowanego marmuru. Ale także, co musieli czuć ci, z których inicjatywy powstała przed ponad dwoma tysiącami lat. Mierzy, bagatela, ponad dwa metry. Jej wysokość Nike z Samotraki. Unosi się lekko, lecz jakby stawiając opór powietrzu w paryskim muzeum. Tu to powietrze jest nieruchome, inaczej niż pewnie na maleńkiej Samotrace, gdzie Nike stała na wzgórzu na wyrzeźbionym, kamiennym dziobie okrętu. Jej sylweta mogła się odbijać w wodzie wybudowanego dla niej basenu. Antyczny site specific. Dzieło wpisane w konkretny kontekst. Ustawione wśród kamieni i drzewek oliwnych. Wystawione na palące słońce, w obłędnym szumie cyk...

Madonna z Paczółtowic

Obraz
Kilka dni temu dostałam maila z działu promocji Muzeum Narodowego w Krakowie. Dotyczył prezentowanej jeszcze przez kilka dni w krakowskim Europeum Madonny z Paczółtowic. Jako historyk sztuki powinnam być chłodna w podejściu do dzieł sztuki. Zadatować, odnaleźć analogie, zakatalogować w myślach. Bywają jednak takie obrazy, które cicho i spokojnie, jak bluszcz wypuszczają wici, które powoli splątują wszystkie moje myśli. Przeczytałam wiadomość i szybko wróciłam do XXI wieku. Ale ten obraz z XV nie pozwolił o sobie zapomnieć. Ja swoje, a arcydzieło swoje. Zaczęło rozpychać się w mojej głowie. Koić i niepokoić równocześnie. Prowokować. Przyciągać. Tak, aby zmusić mnie do porzucenia pospieszności i powierzchowności, do której zmusza nas świat. Na rzecz chwili skupienia. Pochylenia się nad detalem. Chłonięcia, centymetr po centymetrze, tej naiwnej malarskiej wizji, w której świat w przeciwieństwie do naszego jest tak uporządkowany. Jak magnes przyciągał ten obraz moje myśli. C...

Sen Trzech Króli

Obraz
Sen Trzech Króli -to chyba najpiękniejsze i najmniej oczywiste przedstawienie sceny z Objawienia Pańskiego. Jest niewielkie, zajmuje fragment kapitelu kolumny w katedrze w położonym gdzieś w centrum Francji Autun. To miasto leży między Paryżem a Lyonem, na płaskim kawałku ziemi,  w złotym trójkącie sztuki średniowiecznej. W Burgundii i okolicach każde miasto, to wykuta w kamieniu historia Europy blisko tysiąc lat wstecz: to tam leży Sens, Beaune, Paray-le-Monial z ich wspaniałymi katedrami, klasztorami, kościołami. Zwykle poznajemy ich podczas wędrówki, odzianych w ciężkie, zdobione stroje. Połyskują atlasy, purpury układają się w miękkie draperie. Bogato wyszywane płaszcze opadają im z ramion, trzewiki grzęzną w miękkiej ziemi. Ida w orszaku, z dromaderami, spoglądając w niebo. Albo klęczą już w stajence, ze złotem, kadziłem, mirrą... A tutaj - trzej królowie nadzy, w łóżku. Postaci wpisane są w dostępną przestrzeń, ścieśnione we wspólnym łożu. Dzielą wspólną narzutę,...

Singing in the rain: szczęśliwego nowego roku!

Obraz
2014... Rok długi i pełen wydarzeń. Dobrych i złych. Wesołych i smutnych. Życie jest drogą, a w takim momencie dobrze zobaczyć, że nie chodziło się w kółko, na spacerniaku wśród znanych motywów. Dla mnie ten rok był odkrywczy. Obfitował w poznawanie ludzi, poznawanie miejsc, poznawanie siebie. Swoich możliwości i ( Bogu dzięki!) ograniczeń. Pod wieloma względami to był zły rok:  kryzys na Ukrainie, powstanie ISIS w Syrii i Iraku...Bombardowania w Palestynie, znikające samoloty, barbarzyństwo separatystów i ekstremistów...Przesuwającą się skala okrucieństwa. To wszystko nadwyrężało wiarę w ludzi jako gatunek przyzwoity. Ale kiedy pod koniec roku widziałam film Interstellar, w scenie pokazującej astronautów w przestrzeni kosmicznej zdałam sobie sprawę, jak dobrze, że ziemia to planeta ludzi. Planeta wspaniałych ludzi, których udało mi się poznać, czasem lepiej poznać. Zobaczyć w tak wielu osobach niezwykłe światełko- przyznaję, że tego ciągle szukałam: ich pasji, fascyn...