Posty

Ogrody Moneta

Obraz
Przełom lipca i sierpnia. Dni rozpięte między upalnymi popołudniami i burzowymi wieczorami. Pachnące ziołami. Lato, pełnia lata. Myślę o ogrodach. Takich, jak ten Moneta, w Giverny. Ogród, który wypełnia każdy kadr obrazu, fotografii. Wypełniony pnączami, lianami, nenufarami. Ogrodowy "horror vacui". Tak określano barokową skłonność do wypełniania całej przestrzeni, ze ścisłym nagromadzeniem efektów. Ogrody działają chyba właśnie według tej zasady. Przestrzeń musi być wypełniona. W każdym fragmencie wolnej ziemi plasuje się jakieś nasionko i  już po chwili wychyla spod ziemi i pnie w górę, naturalnie, bez wahania. Cieciorki, goździeńce, kąkole. Koniczyny, mlecze i maki. Ostróżki i rumianki. Osty i pokrzywy.  Roślinna armia, zielona legia cudzoziemska. Przez zasiedzenie legalizują swój pobyt. Cierpliwie się rozrastają, powoli  anektują przestrzeń. Rosną dniami i nocami. Niepostrzeżenie. Cicho. Sprawuję nad nimi dyskretną pieczę. Obserwuję. Analizuję. Podziwi...

Lipiec w Polsce

Obraz
fot. Justyna Napiórkowska Justyna Napiórkowska www.osztuce.blogspot.com

Vincent van Gogh w Neunen

Obraz
Neunen. Miasteczko  położone w Holandii.  Wpadłam tu wczoraj na chwilę, w sumie przypadkowo, jako widz triatlonu.  Do największych holenderskich miast stąd chyba daleko. Wokół równinie.  Niebo nad Neunen zmienne. Pogoda kapryśna, ale życzliwa dla biegaczy. Po słonecznej połowie dnia miasteczko tonie w godzinnej ulewie, a potem znów niebo odsłania się na niebiesko, jak gdyby nigdy nic.  Og lądanie Neunen nie jest marzeniem podróżnika. Teren płaski jak stół. Las, Jezioro. Niskie domy z czerwonej cegły, ustawione w jakimś tajemnym porządku. Zgrabne ogródki, zadbane rabatki. Przycięte bukszpany, bujne kwietniki. W domach ogromne okna. Równe chodniki i ulice. Na pierwszy rzut oka miasto bez niespodzianki.  Zastanawiam się, jak Neunen widział Van Gogh. Mieszkał tu przez dwa lata, od 1883 roku. Zgodnie z paletą z jego obrazów, trwała tu wieczna późna jesień. W Neunen Van Gogh namalował obraz, który sam uznał za najlepszy. Pisał o tym do siostry Willemin...

Sen o Rembrandcie- o twórczości Tadeusza Dominika

Obraz
Profesor Tadeusz Dominik opowiedział nam kiedyś piękną historię. Było popołudnie, w oknie siedział kot, za oknem szalały kolory jesieni. Siedzieliśmy przy kominku, w domu otoczonym pięknym ogrodem. Ja, moja mama, żona profesora i Tadeusz Dominik. Profesor opowiedział swój sen sprzed wielu lat, z czasów gdy był studentem malarstwa. Śniło mu się, że pracował w warsztacie Rembrandta. Był jednym z praktykujących malarzy, specjalistów od tła, ucierania pigmentów i naciągania płócien. Mistrz do niego podszedł i powiedział, że dobrze maluje.  Sam Rembrandt. Na taki sen trzeba sobie zasłużyć. Dominik o świcie, w gorączce neofity pobiegł  na Akademię, powiedzieć o tym Cybisowi, swojemu profesorowi. Cała historia nie pozwala na publiczne przytoczenie, był tam pewien mniej publiczny bon mot, którego nie śmiem przytoczyć. W końcu mówimy o ówczesnej bohemie artystycznej, o ludziach wielkiej wyobraźni i ułańskiej fantazji, o uczestnikach matecznika oryginalności, studentach kolorowego...

Historie z Grand Sablon

Obraz
Kupiłam kiedyś na targu staroci przy Grand Sablon pewne zdjęcie. 10 x 6 cm, pożółkły papier, cena 1 euro. Fotografia w kolorach sepii, zamglona jak Nałęczów późną porą, po deszczu. Na fotografii dwójka dzieci, w wystylizowanych pozach. Już sobie wyobrażam jak musiały się skupiać na moment błysku lampy. Fotograf pewnie miał długi surdut i stosownie sumiaste wąsy. Pochylał się pod kątem prostym, chowając głowę pod kurtyną wizjera. Kazał im  wciągnąć powietrze i  nie ruszać się . Tyle domysłów. Pewne jest tylko to, że zdjęcie wykonano w atelier przy Chaussée de Haecht w Brukseli, o czym świadczy opis. Pewnie ponad sto lat temu. Najpierw myślałam, że na zdjęciu są dwie dziewczynki, albo co najmniej rodzeństwo. Spodobało mi się to, skojarzyło ze mną i z moją siostrą. Dwie różne osoby, choć z tej samej gliny. Niesamowita wieź. Relacje bliskie, nawet jeśli jesteśmy daleko. Czasem łagodne jak rzeka Iłżanka, czasem jak szybka, czerwcowa burza. Zawsze dużo emocji. Siostrzanej mił...

Mistrzostwa charakterów czyli czego nauczyłam się od piłkarzy

Obraz
Niepokonani Już postanowiłam, w ćwierćfinale będę kibicowała pełną parą, z wuwuzelą, flagą, farbkami do twarzy, szalikiem i koszulką! Bo czeka nas ćwierćfinał, bardzo w to wierzę!* A piłka nożna jest niesamowita, bo przy okazji mistrzostw o puchar pokazuje mistrzostwa charakterów! Dziękuję polskim zawodnikom za te niesamowite emocje, za poświęcenie, energię! Za to nieoszczędzanie się! A szczególnie bohaterowi ostatniego meczu, Kubie Błaszczykowskiemu ! Nie tylko za spektakularnego gola, ale i za to, co chwilę po golu. Za niebywałą pokorę, którą podszyty jest ten wielki sukces! I za  hierarchię wartości, którą tak pięknie potrafi  wyeksponować, prosto, w kilku gestach! Chwilę po strzale do bramki! W internecie od razu pojawił się komentarz. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Chociaż  Pan Bóg  tego gola nie strzelił. Złożyły się na to raczej treningi, poświęcenie, praca, pot i kontuzje! I niezmarnowany talent (to od Pana Boga), w życiorysie, który aż...

Refleksje na czas rozświetlonych stadionów

Obraz
Kiedyś, podczas spaceru przez małe miasteczko w pobliżu włoskiego Trydentu, mój dobry i mądry znajomy powiedział, że tu, we Włoszech jeśli coś jest budowane, to stoi kilkaset lat. Przechodziliśmy właśnie koło obrośniętych winoroślami domostw, z grubociosanego kamienia, jak całe Włochy, w kolorach ziemi. Solidna budowa. Oparła się czasowi. Oparła tarciom płyt tektonicznych głęboko pod powierzchnią ziemi. Oparła co niektórym wojnom. Kiedy studiowałam historię sztuki, uczono nas patrzeć na kamienie, na cegły, na mury. Jak wróżbici z ręki, czytaliśmy z układu kamienia, z kształtu cegieł- ich wiek i losy. Kamień nie ma nic do ukrycia. W kamieniu jest wszystko. Od czasów, gdy ziemię pokrywały wody, a w wapieniach pozostały dziwne odbicia muszelek. Wystarczy popatrzeć na kamienie, z których zbudowano Weronę, żeby wiedzieć, że kiedyś było tu morze. Rzeczywiście, domy w Trydencie miały po kilkaset lat. Przypuszczam, że od pokoleń mieszkały tam te same rodziny i spokojnie można by o nich mów...