9 maj 2017

Jak znaleźć szczęście. Lekcja Jana Kochanowskiego.



"(...)Kto tak mądry, że zgadnie,
Co nań jutro przypadnie?
Sam Bóg wie przyszłe rzeczy, a śmieje się z nieba,
Kiedy się człowiek troszcze więcej, niźli trzeba.

Szafuj gotowym bacznie!
Ostatek, jako zacznie,
Tak Fortuna niech kona: raczy li łaskawie,
Raczy li też inaczej; my siedziem w jej prawie.

U Fortuny to snadnie,
Że kto stojąc upadnie;
A który był dopiero u niej pod nogami,
Patrzajże go po chwili, a on gardzi nami.

Wszystko się dziwnie plecie
Na tym tu biednym świecie;
A kto by chciał rozumem wszystkiego dochodzić,
I zginie, a nie będzie umiał w to ugodzić.(...)"

Jan Kochanowski, Pieśń IX, Księgi pierwsze


Wiele lat temu, w szkole podstawowej "pani od polskiego" zadała mi zadanie. Poprosiła o napisanie opowiadania. Pani M. nie podała jednak tematu, mogłam go wybrać sama.
Nie pamiętam co mną kierowało - chęć bycia poważną, brak dystansu, może brawura charakterystyczna dla tego wieku? W każdym razie- pracę zatytułowałam " O szczęściu".
Niestety nie pamiętam także, co napisałam, ale z całą pewnością była to praca bardzo naiwna. Może nawet nierozsądna. 14-latka pisząca o szczęściu. Dziś ta historia wydaje mi się zabawna i szczerze podziwiam delikatność z jaką pani M. powiedziała mi, uczennicy, w której pokładała wówczas pewne pedagogiczne nadzieje, że to może zbyt trudny temat.

Temat szczęścia powrócił do mnie jakiś czas temu. Znów nie był tematem zadanym. Poczułam, że do niego dorosłam. Jednak najprawdopodobniej nadal nie wypada mi nawet próbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czym właściwie szczęście jest. Nie wypada, bo każda odpowiedź będzie jak domek z kart. Podmuch wiatru może ją podważyć, a ja będę stać później obok rozsypanej budowy, w którą jeszcze chwilę temu wierzyłam.

Tak, szczęście to trudna sprawa.


Przejeżdżając wczoraj przez centralną Polskę, znalazłam się w Szczęściu.

To maleńka miejscowość, właściwie wioska. Mieści się przy drodze łączącej Lublin z Radomiem, tuż pod Zwoleniem. Droga jest ruchliwa- i Szczęście- może nie przypadkiem - bardzo łatwo po prostu ominąć.
Kilka chwil i już Szczęście się kończy. Może mignąć przy trasie. Może zostać nie zauważone.

Tak się składa, że znam dobrze te okolice. Nie mam co prawda na tyle topograficznej orientacji, żeby wszystko dokładnie poukładać, a jednak wydało mi się, że Szczęście leży gdzieś pośrodku drogi między Sycyną, gdzie urodził się Jan Kochanowski, a Czarnolasem, gdzie tworzył.

Sprawdziłam to na mapie, która "mrugnęła do mnie okiem": faktycznie: Szczęście znajduje się mniej więcej w połowie linii prostej między tymi miejscami. A zatem w połowie "drogi" Jana Kochanowskiego. 

To piękny zbieg okoliczności. Zabawny i być może nie zasługujący na dalsze rozważania. Sprawił jednak, że po powrocie do domu, późnym wieczorem sięgnęłam po tomiki poezji Kochanowskiego. Po jego "Pieśni", "Fraszki", ale i "Treny". A w nich- różne drogi do szczęścia.

Z siostrzeńcem w Czarnolesie Jana Kochanowskiego 

Wiele lat temu, może wtedy, gdy dostałam moje zadanie w szkole, Rodzice mojej Mamy obchodzili złote gody. Ich cztery córki zrobiły im niespodziankę: życzenia w koncercie życzeń. Był to taki program w telewizji, gdzie w czasach archaicznych, poprzedzających interaktywne media, można było w jakiś sposób mieć kontakt - wówczas będący czymś niezwykłym - ze szklanym ekranem. Otóż lektor odczytywał tekst życzeń. Moja Mama wybrała dla swoich Rodziców fragment IX pieśni z ksiąg pierwszych Kochanowskiego. 

Pamiętam z jaką ekscytacją oglądaliśmy te życzenia wtedy na czarno-białym ekranie, obserwując reakcje ukochanych osób.
Pamiętam, jak brzmiały te słowa. Brzmią dla mnie do dziś.

***

Wiersze Jana Kochanowskiego może wydają się jeszcze bardziej archaicznie niż koncepcja telewizyjnego koncertu życzeń.

Ale jego teksty są zdecydowanie ponadczasowe. Dobrze jest do tej myśli dojść samodzielnie, poza granicami raju dzieciństwa i młodości, która ma prawo nie wszystko rozumieć, względnie może rozumieć, ale nie musi brać na poważnie.

Dorosłość natomiast często chce znaleźć źródła, z których może czerpać swoją siłę.

Tak się składa, że Czarnolas był ważnym miejscem mojego dzieciństwa. Do źródła miałam zatem zabawnie blisko. Słowa Kochanowskiego były i są dla mnie tak ważne, że tekst "Na dom w Czarnolesie" powiesiłam nad progiem mojego warszawskiego mieszkania.

***

Nie wiem, czy topograficzne Szczęście istniało już w czasach Jana Kochanowskiego.
Najpewniej nie. Podawał jednak nieustannie wskazówki jak je znaleźć. "Pieśni" są bardzo praktycznym przewodnikiem jak do szczęścia dotrzeć. Zazwyczaj jednak po maturze o tej wiedzy z literatury zapominamy.

Być może zresztą szczęścia zawsze trzeba szukać na własną rękę, wytyczając własną drogę. Literatura i myśli nabyte nie pomogą.

Może szczęścia nie dotkniemy przez pergamin słów.

Po prostu o szczęściu nie sposób mówić, i teraz najzwyczajniej w świecie popełniam ten sam błąd sprzed lat. 

Drogi do szczęścia są różne.

Na przykład niekiedy brak szczęścia nie jest niczym złym. Albo szczęściem jest brak nieszczęścia. Istnieje też małe szczęście, które można wyciosać z większego nieszczęścia.

Złe jest dopiero nieszczęście niepoddające się obróbce. Ale i ono nie jest ślepym zaułkiem. Zdałam sobie z tego sprawę czytając "Treny" Jana Kochanowskiego. Znałam je wszystkie, ale nigdy nie uświadomiłam sobie, że najważniejszy jest ostatni. Bardzo piękny, dotykający czułych nut i przynoszący wielką nadzieję. 

Wyobrażałam sobie jak Jan Kochanowski pisał Treny, blisko pół tysiąca lat temu; wers po wersie, najpierw zsuwając się po własnych frazach w dół, w dolinę własnego smutku, a potem, w tym ostatnim z wierszy, w Trenie XIX zatytułowanym także Sen, podnosząc się jak połamany przez burzę kwiat. 

Szczęście niestety często wyrasta z chwil nieporadności. Z ograniczeń. Z naszej ludzkiej biedy i smutków.
Szczęście potrzebuje tła naszych niedostatków. 

Szczęście niekiedy trzeba także opuścić. Czasem bez przygotowania, bez spakowanych walizek.
Po latach będzie być może szansa, by do niego wrócić i wówczas okaże się, że wygląda zupełnie inaczej.

Szczęście objawia się ludziom szczęśliwym. 

W pewnym momencie, obierając jakąś świadomą drogę, poczują, że coś ich delikatnie uszczypnie.
Poczują, że oddychają. Poczują, że widzą. Poczują- a to już znaczy wiele.
Ale nie będą pragnąć oddychać głębiej. Ani widzieć jeszcze więcej. Ani czuć mocniej.

Po prostu.
Poczują, że jest dobrze.

Tak jak ja poczułam przez ułamek sekundy w Szczęściu.  W połowie drogi między Sycyną a Czarnolasem.


 Justyna Napiórkowska

2 komentarze:

  1. Cudownie napisane. Szczęście kobiet, szczęście mężczyzn,naszych rodziców, nasze, naszych dzieci-odrębne planety zawieszone na odległych kosmosach. Wszystko się dziwnie plecie..

    OdpowiedzUsuń