Posty

Mała walizka ze Lwowa

Obraz
To chyba moja najbardziej wyczekiwana podróż. Do Lwowa wybierałam się już wiele razy. Gdy podróż stawała się coraz bardziej konkretna, uporczywie nie następowała; igrała ze mną sprawdzając chyba moją determinację i gotowość. Mając zatem ku temu wiele okazji, zbudowałam swój Lwów wyobrażony. Herbert napisał chyba kiedyś, że dziwią go zdarzające mu się sny o wyspie, bo Lwów, w którym się urodził nie odbija się w żadnej wodzie, stoi na wzgórzach suchych jak zapałki, a rzeczka, która przez niego przepływała stała się z czasem jedynie podziemnym kanałem. Również podziemne kanały mają swoją moc, tak jak i układ miejskich ulic, który coś determinuje w historii życia. Wiem to od wczoraj od taksówkarza, który opowiedział mi o swojej miłości (a może raczej małżeństwie- trudno niekiedy osądzić, czy były tożsame). On urodzony przed Powstaniem Warszawskim mieszkał wraz z pięciorgiem rodzeństwa w kamienicy na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Bednarskiej. Jego przyszła żona - na Siennej...

Vincent i Rembrandt w Amsterdamie

Obraz
Krótka, zaledwie kilkugodzinna wizyta w Amsterdamie. Okazja do wielu myśli i kilku notatek. Pisane były na gorąco, w podróży powrotnej do Brukseli; ostatnio tylko te chwile "transferów" między miastami pozwalają mi na pisanie... Najczęściej na jaśniejącym w ciemności ekranie telefonu... Skazuje mnie to na fragmentaryczność, jednak z tych drobnych pyłków powstaje większa całość. Przed podróżą odczuwałam jakąś radosną gorączkę. Była jednak połączona z obawą. Kiedy wiemy, że spotka nas coś pięknego, niekiedy chcemy ten moment odsunąć w czasie. To chyba jakaś forma celebrowania sztuki. Mam poza tym takie poczucie, że nigdy nie jestem wystarczająco przygotowana na oglądanie Van Gogha, Rembrandta, Vermeera...Ratuje mnie tylko ograniczony czas tych muzealnych wizyt, ratuje mnie to, że o 17 strażnicy Rijks spoważnieją, mówiąc, że za chwilę muzeum będzie zamknięte. Idę wtedy przez sale, nie przyspieszając jednak zbytnio i po drodze zachłannie chwytam jesz...

Widok z tarasu Zamku Królewskiego - Canaletto

Obraz
Niekiedy zdarza się uprzywilejowany moment uważności. Można wówczas dostrzec coś znakomicie znanego, jakby widziało się po raz pierwszy.  Na chwilę zmysł wzroku wymyka się z szablonu nawyku i uczestniczy w świecie- nie biernie, lecz czynnie.  Dotyczy to często rzeczy z naszego ciągłego pola widzenia, dobrze znanych i opatrzonych. Mimo tego, gdy nietypowo padnie na jakiś przedmiot promień słońca, albo gdy my jesteśmy w nadzwyczajnym pośpiechu bądź powolności, obojętnie, tożsamość rzeczy nadana jest jej na nowo. Jest ponownie nominowana do bycia tym czym jest; zaistnieje przez ułamek sekundy w naszym postrzeganiu bardziej świadomie. Po prostu przez chwilę jest, schwytana w swojej przedmiotowości w niematerialną siatkę naszych myśli.  Gdy po chwili znów zapadnie w nieruchomą materię scenografii, nie zachowa już swojej dyskrecji, lecz będzie mówić więcej- o sobie. O swoim otoczeniu. O nas.   Chyba właśnie to zdarza mi się odczuwać patrząc na bardzo z...

"Dziwny ogród" Mehoffera

Obraz
Ten ogród znajdował się podobno w Siedlcu pod Krakowem.  To tam, w otoczeniu przyrody, artysta spędzał radosny- jak łatwo sobie wyobrazić - czas z rodziną.  Jako wspomnienie tego lata powstało ogromne, ponad dwumetrowe płótno. Obraz niejednoznaczny, tajemniczy i po prostu piękny. " Dziwny ogród" Józefa Mehoffera przyniósł autorowi zasłużone uznanie. Pokazywany na wystawach na świecie, dziś znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie.   Jeśli zapytamy kogoś nie widzącego w tej chwili tego płótna, to z dużą pewnością, opisując je z pamięci wspomni suknię w kolorze chabrów i rozświetlone słonecznym blaskiem ciało chłopczyka w pierwszym planie. Ale przede wszystkim - ważkę, której secesyjny kształt przełamuje malarską umowność, w dużej mierze uzasadniając tytuł obrazu.  W sposób właściwy sztuce właśnie na tym obrazie zatrzymuje Mehoffer ulotność lata 1902 roku. To wtedy wówczas bardzo doceniany i chyba po prostu szczęśliwy malarz zaczął malować "Dziwn...

Czerwcowy zielnik

Obraz
Dziś w Warszawie słońce wstało chwilę po czwartej, a zajdzie przed dwudziestą pierwszą. Była to księżycowa, jasna noc. Okno było otwarte i przebudziłam się na chwilę o trzeciej. Było dość jasno, nawet gdyby nie księżycowa poświata- na tle granatowego nieba - wyróżniały się ciemne sylwety drzew. Obudziłam się za sprawą ptaków. Właśnie o tej porze, gdy w zupełnej ciszy nocy znikąd nie słychać -ani już, ani jeszcze- żadnych dźwięków miasta, zaczynają śpiewać najgłośniej. Jak mawiało się archaicznie- zaczynało dnieć. Ten rozpisany na chór i solistów śpiew zapowiadał zatem kolejny, już rozpoczynający się dzień. Zza wschodniego horyzontu pojawiło się najpierw cienkie pasmo światła, laserowy blask, który zaraz jasną, pomarańczową poświatą objął pół wschodniego nieba. Tak wczesne, czerwcowe poranki są piękne. Trochę żałuję, że nie strząsam z siebie upartego wtedy jeszcze snu, żeby patrzeć na to wszystko. Budzę się znów dopiero, gdy słońce jest już wysoko. Przyznam, że staram się un...

Obrona Narcyza

Obraz
Sztuka wymaga od nas bardzo wiele. Obrazy bywają kłopotliwe, a ich treść niedostępna. Aura, która je otacza niekiedy jest nieprzenikniona, jak powierzchnia lustra. Niekiedy także odczytujemy dzieła sztuki zupełnie inaczej. Wyruszamy z tego samego skrzyżowania, ale w zupełnie innych kierunkach. W tym tkwi także potęga sztuki. Ja niestety mam tendencję o tym zapominać. Pędzę czasem między obrazami jak panczenista, nie bacząc, że lód nie dość że śliski, to może jeszcze być cienki. Niekiedy jednak coś podważa spokój i pewność, z którą zaczynam patrzeć na arcydzieła. Lubię takie momenty.  Na przykład, gdy za jakąś sprawą uświadomimy sobie, że inni widzą je zupełnie inaczej. Gdy inni dostrzegają w obrazach to, czego ja nie potrafiłam zobaczyć. Właśnie tak mi się zdarzyło wczoraj. To zawsze cenne. Chodziło m.in. o obrazy Caravaggia z Galerii Borghese. Przeczytałam krótki tekst, w którym obrazy objawiły się jako opowieść o zupełnie czym innym, niż to, do czego przywykłam. P...

Jak znaleźć szczęście. Lekcja Jana Kochanowskiego.

Obraz
"(...)Kto tak mądry, że zgadnie, Co nań jutro przypadnie? Sam Bóg wie przyszłe rzeczy, a śmieje się z nieba, Kiedy się człowiek troszcze więcej, niźli trzeba. Szafuj gotowym bacznie! Ostatek, jako zacznie, Tak Fortuna niech kona: raczy li łaskawie, Raczy li też inaczej; my siedziem w jej prawie. U Fortuny to snadnie, Że kto stojąc upadnie; A który był dopiero u niej pod nogami, Patrzajże go po chwili, a on gardzi nami. Wszystko się dziwnie plecie Na tym tu biednym świecie; A kto by chciał rozumem wszystkiego dochodzić, I zginie, a nie będzie umiał w to ugodzić.(...)" Jan Kochanowski, Pieśń IX, Księgi pierwsze Wiele lat temu, w szkole podstawowej "pani od polskiego" zadała mi zadanie. Poprosiła o napisanie opowiadania. Pani M. nie podała jednak tematu, mogłam go wybrać sama. Nie pamiętam co mną kierowało - chęć bycia poważną, brak dystansu, może brawura charakterystyczna dla tego wieku? W każdym razie- pracę zatytułowałam " O szczęściu...