9 gru 2016

Prawa dłoń Cecylii Gallerani - Dama z gronostajem




Jasna jak pergamin. Finezyjnie ułożona.
Po gotycku smukła, choć przynależy już do początków renesansu.
Prawa dłoń Cecylii Gallerani.
Może to jedna z najważniejszych dłoni w historii malarstwa?

Ta dłoń to traktat o doskonałości.
Jest tak prawidłowa. Tak bezbłędna.

Ach, te dobrodziejstwa internetu! Te wyraziste reprodukcje. Te miliony pikseli na naszych usługach, przynoszące arcydzieła prosto na ekran mojego komputera. Dzięki nim zaczęłam uważniej patrzeć na tę dłoń.
Można przyglądać się poszczególnym palcom, przesuwać kursorem po powierzchni. Prześledzić konstrukcję anatomiczną i podążyć siatką krakelur. Oddalać się i przybliżać, nie budząc niepokoju muzealnej ochrony.

Można patrzeć na Damę z gronostajem tak, jakby właśnie dłoń była głównym motywem obrazu, a wszystko inne było tylko dodatkiem. Tłem. Uzupełnieniem.

Smukłe palce delikatnie muskają sierść gronostaja.
Opuszki palców są w totalnej anarchii wobec tego co dzieje się w wyższej partii obrazu, bo ten odruch musi być całkowicie bezwarunkowy.
Psychologowie często piszą o tych wszystkich gestach nieświadomych. Gdy bezwiednie dotykamy, muskamy, gładzimy. Jakie to wszystko zmysłowe!


Tak. Słowa, słowa, słowa.

A tymczasem dzięki tym gestom Cecylię można "odczytywać". Diagnozować. Jak u psychoanalityka na kozetce.

Los Cecylii nagle stanie się wątkiem jak z opery mydlanej. To skandal, skrywany w niedopowiedzeniach. Mógłby zasilać kolorowe strony magazynów dla kobiet. Jak ponadczasowa plotka ze strefy glamour.

Przypomnijmy. Cecylia ma najprawdopodobniej 16 lat. Jest kochanką księcia Mediolanu. Ubrana nad wyraz poważnie. Siedzi naprzeciw jednego z najważniejszych artystów, ale pewnie z młodzieńczą niefrasobliwością nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie zdaje sobie sprawy, że oto w jej życiu rozgrywają się wydarzenia najważniejsze. Wszystko, co będzie potem (gdy oprócz syna Cezara ze związku z Ludovico urodzi czwórkę dzieci z prawego łoża, gdy będzie już żoną innego Ludovica- de Brambilla, zwanego Il Bergamino, i gdy dokończy życia na zamku w San Giovanni in Croce niedaleko Cremony).
To wszystko, co wydarzy się potem i tak będzie już tylko cieniem.
Wspomnieniem bladym i przygaszonym.
Bo oto właśnie ta chwila, gdy maluje ją Leonardo nigdy nie przeminie. Stanie się wiecznością. Zburzy porządek i chronologię.

Cecylia nagle zwraca się w stronę źródła światła.
Jakby czyjeś nagłe nadejście oderwało ją od tego pełnego skupienia pozowania. Na twarzy Cecylii tli się uśmiech.

Powstał obraz -kalambur.

Obyczajowy rebus, który każe w zwierzątku rozpoznawać ukryte odniesienia. Może do orderu gronostaja, który miał dumnie nosić książę Mediolanu. Może do brzmienia nazwiska Cecylii, w ulubionej grze znaczeń, z odniesieniem do greckiego słowa galé, nawiązującego do obejmowanego zwierzątka.

Jest w Cecylii piękna nadzieja i uważność. Ostrożność i zaciekawienie. Frywolność i powaga.
Jest w tym obrazie tyle konkretnych detali, didaskaliów sprzed ponad pięciuset lat. Te kokardki, te welury. I choć chyba nie mają one żadnego znaczenia, to czas nie pozbawił Cecylii konkretności. Historycy wszystko odtworzyli. Zidentyfikowali tożsamość. Zrekonstruowali siatkę relacji, w którą wplątane były jej losy.

Cecylia, kochanka księcia Mediolanu, który za chwilę poślubi zgodnie z zamierzeniami Beatrice d`Este, lecz będzie jeszcze utrzymywał ten ukryty związek przez pewien czas.

Nie będę zastanawiać się nad tym, jak oni wszyscy na tym mediolańskim dworze żyli. Nie będę rozważać, jaką przewrotnością było błędne rozpoznanie* przez Czartoryskich Cecylii jako tożsamej z późniejszą "La Belle Ferronière", która tak naprawdę była najpewniej Lucrezią Crivelli, kolejną kochanką Ludovico. Nie będę pytać, czy przypadkiem Leonardo namalował "Damę z gronostajem" i tę drugą dziewczynę z Luwru na orzechowej desce pochodzącej z tego samego drzewa.

Niech to wszystko będzie obrazem gęstych powiązań na mediolańskim dworze. W sumie bez znaczenia dla mocy tego obrazu, bo on nie potrzebuje żadnego podwójnego dna. Nie potrzebuje żadnych, dodatkowych, ukrytych znaczeń. Jest tak mocny, tak wymowny w tym, co widać.

* i dodanie na domalowanym w XIX wieku, czarnym tle podpisu z błędem nie tylko merytorycznym, ale też ortograficznym.  - {La BELE FERONIERE LEONARD D`AWINCI}

Justyna Napiórkowska, historyk sztuki i europeista. 
Współprowadzi Galerię Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej w Warszawie i Brukseli. 
Autorka Bloga Roku 2010 w dziedzinie Kultury. 





1 komentarz:

  1. W S P A N I A Ł Y T E K S T !Brawo!

    OdpowiedzUsuń