1 wrz 2010

Parasole, parasole

Początek września. W Warszawie - dzień parasoli :). Deszcz pada od rana, wiatr szarpie pajęcze konstrukcje.
Podobno w Japonii parasole są dobrem publicznym, jak ławki i chodniki. Używane przez przechodniów-  kiedy stają się niezbędne.
Pamiętacie Państwo  parasolowe wycieczki  Mary Poppins?
Albo parasole według Renoira - statyczne i eleganckie jak panie przechadzające się  po Jardin de Luxembourg? 


Dzisiejsze miasto parasoli bardziej kojarzy się z Kantorem niż z Renoirem.



A skąd parasole u Kantora? Taką historię podaje autor w "Komantarzach intymnych": 


Gdzieś koło 1965 roku


zaczęły zlatywać z góry,

z nieba całymi chmarami.

Mieszały się bez składu i ładu
z innymi przedmiotami
i z postaciami
mojego Pokoiku.

Raz, nie wiedząc co zrobić,


zawiesiłem taki parasol

po prostu na ramie obrazu.

Miałem z nimi dużo zabawy,
ich wieloznaczność i aluzyjność
pomagały mi świetnie
w mówieniu o wielu sprawach,
z którymi nie mogłem się uporać.
Po prostu one mówiły za mnie.
Nazwałem je
Ambalażami Poetyckimi.
Aby już niczego nie pominąć,
przypomnę, że jednak "z nieba"
nie spadły.
Tuż po wojnie
kolekcjonowałem stare parasole.
Przestrzeń, to pojęcie
arcy-scjentyczne,
nazwałem "parasolowatą".
Oczywiście obowiązywała tylko
w moim POKOIKU.
W życiu, osobiście, nie znoszę parasoli.

A ja lubię parasole. Tak jak ten, porzucony parasol z ulicy Świętokrzyskiej ;)



Źródła: 
Tadeusz Kantor, "Komentarze intymne", 1986-88, maszynopis Archiwum Cricoteki, s. 35-36.
"Emballage II. Parasol i postać", 1967, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Auguste Renoir, www.renoirgallery.com



Udostępnij

2 komentarze:

  1. Nie wiem, kto ładniejszy - pani w czerwonym, czy malarstwo...
    P.S. Celnie to ujęłaś ;-)

    OdpowiedzUsuń