24 mar 2020

Okno z widokiem na strach i nadzieję




















OKNO Z WIDOKIEM NA STRACH I NADZIEJĘ
Jeden z najważniejszych tekstów, jakie napisałam. Powstał dwa lata temu, podczas podróży do miejsc Zagłady (Treblinka, Bełżec, Auschwitz, Płaszów, Majdanek), ale i Ocalenia (Markowa).

Tamte czasy są nieporównywalne z naszym doświadczeniem dzisiaj, ale z pewnością czegoś możemy się z nich nauczyć. Dlatego, gdy właśnie dziś Facebook przypomniał mi o tym tekście, pomyślałam, że warto się nim podzielić. Proszę o lekturę.

24.03.2018
Podkarpacie. Na zdjęciu - widok z okna domu, który stoi w Markowej.
Jest teraz pusty. Przeniesiono go z innego miejsca, chroniąc chyba od zniszczenia, być może z zamysłem stworzenia skansenu. Stoi na niewielkiej polanie. Remontowany, surowy, bez okien i drzwi.
Pozbawiony śladów wcześniejszego życia. Jego historia, to znacznie wiecej niż to, na co wskazuje skansenowe przeznaczenie.
Gdy byłam w nim dwa tygodnie temu, jego drewno pachniało impregnatami; pobielane ściany otulał wysoki śnieg.
Ten dom nie należał do rodziny Ulmów, lecz do ich sąsiadów. Mieszkali tu Antoni i Dorota Szylar.
Podobnie jak Wiktoria i Józef Ulmowie, ukrywali w czasie niemieckiej okupacji żydowskich współbraci.
Wyobrażam sobie wycieńczonych i przerażonych Żydów, którzy szli nie wiadomo skąd, nie wiadomo dokąd, szukając schronienia, przez ziemie "wybrane" do Apokalipsy.
Szli z obumierającą nadzieją, bo jak inaczej, jeśli przeszło się już wszystkie kręgi piekła.
Z pewnością wielu z nich spotkało ludzi nikczemnych. Tych, którzy zdradzili, wydając w ręce niemieckich oprawców. Spotykali pewnie także nikczemnych, którzy sami należąc do grupy ofiar, zabijali "bardziej skazanych" własnymi rękami.
Polska historia jest bardzo złożona. W okrutnych czasach łatwiej było chyba mnożyć wrogość, niż dzielić solidarność.
A mimo wszystko zdarzało się, że gdy nocą pukali do drzwi lub okien, ktoś im otwierał...
Myślę sobie o ciszy, która musiała zapaść nad Markową, po tym, gdy o świcie 24 marca 1944 Niemcy zamordowali rodzinę Ulmów wraz z ukrywanymi Żydami.
Ta cisza musiała się rozszerzać, promieniować, pulsować jak rana.
Uderzać głucho, jak łomoczące serce.
A tymczasem - co najbardziej niezwykłe- w sąsiadujących domach Markowej, na strychach i w piwnicach wciąż ukrywani byli inni Żydzi.
Pozostali Samarytanie z Markowej, ci, którzy zobaczyli już okrucieństwo zbrodni popełnionej na Ulmach, przekroczyli już chyba granicę strachu. Kontynuowali heroiczną drogę dobra. Nie zważając, że zaprowadzić ich może na Golgotę.
Dom Szylarów, będąc jedną z kryjówek, pomieścił właśnie takie wielkie bohaterstwo.
Po tragedii Ulmów, ukrywani Żydzi mieli odejść. Chciał tego także przerażony gospodarz. Jednak to on w końcu miał powiedzieć: "zostańcie".
Piękne i wielkie słowo wypełnione nieludzkim przerażeniem. Strachem o siebie i bliskich- o własne dzieci. Ale także- niechybnie- nadzieją.
Polin. "Tu zostań". Niezwykle łączy się w tym przypadku hebrajska nazwa Polski z tym samarytańskim "zostańcie".
Nie sposób wysnuć z tych słów statystyki, mówiącej wyłącznie o bohaterstwie Polaków. Lecz nie można tych słów też zapominać.
Gdy bowiem zsumujemy czyny dobre w czasach podłych, okaże się, że ważą znacznie więcej niż choćby najpowszechniejsze czyny złe.


Justyna Napiórkowska

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza