19 cze 2010

Art Basel 2010

Bazylea i słynne targi sztuki.
Największy wernisaż świata. Wśród tysięcy zwiedzających - milionerzy i artyści, krytycy sztuki i ekscentrycy, biznesmeni i poeci.

Widziałam kilkanaście prac Picassa, Modiglianiego , Egona Schiele, Anatomię Anioła Damiana Hirsta. Po olbrzymich halach wystawowych krążyły zahipnotyzowane tłumy tych, którzy chcą zrozumieć o co chodzi w sztuce współczesnej.

Najkrócej mówiąc-chodzi o zmianę percepcji.O uwrażliwienie naszych oczu. O naukę patrzenia, która sprawi, że po wyjściu z wystawy nic nie będzie takie jak poprzednio. Dawniej sztuka miała przemawiać mądrą, zawoalowaną w języku ikonografii treścią, poruszać maestrią wykonania, wzruszać siła kompozycji.

Współcześnie zadaniem sztuki jest przenoszenie widza z myślenia stereotypami, uwalnianie wyobraźni. Sztuką może być wszystko, zgodnie z koncepcją niemieckiego artysty Josepha Beuysa.  Te słowa definiują Art Basel.    
To co według mnie ma bardzo duże znaczenie , kwalifikacja sztuki odbywa się według coraz bardziej autonomicznych kryteriów.

To publiczność, swoją tłumna obecnością legitymizuje pewne zjawiska i ignoruje inne. I to jest w sztuce współczesnej najciekawsze. Egalitarność w miejscu elitarności.



Udostępnij

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza