17 wrz 2019

El Soplón El Greca




Gdybym była malarzem, być może właśnie reprodukcję tego obrazu miałabym przypiętą do sztalug.
Małe zdjęcie pinezką przymocowane do bukowej listwy.
Jak świety obrazek, z przedstawieniem malarskiego patrona.
El Soplón jest inspirujący nie tylko przez swoje wyłaniające się z mroku tajemnicze piękno, ale także zakodowane w nim odniesienia do mistrzów i tematów z przeszłości. 
Ten obraz  Domenikosa Theotokopulosa to jedno z najbardziej urokliwych i hipnotyzujących płócien, jakie znam.
Jest w nim to co dla malarzy według mnie jest szczególnie znaczące; skupiona, pełna pasji uwaga dla świata.

Chopiec zapala świecę. Prosty motyw, lecz w nim jest wiele możliwych interpretacji. Jest bowiem w tym obrazie potencjał odwołań do spraw największych, zupełnie fundamentalnych. Tak przynajmniej myślę.

Światło, które z mroku wydobywa twarz dziecka. Otula ją jak dłonie.
Dotyka ten chłopiec pewnej tajemnicy. Wyjmuje ją z mroku, z ciemności. Realizuje w skali mikro boski plan stworzenia.
"Niechaj stanie się światłość"- jak donosi Księga Rodzaju.
I stała się światłość, na którą teraz patrzy skupiony chłopczyk.   
Dzieciom zwykle zabrania się zabawy z ogniem- każda tląca się iskierka to zapowiedź kataklizmu pożaru. Chłopiec El Greca sięga po zakazane. 
A jednocześnie ogień, który potrafi niszczyć, pozwolił człowiekowi tworzyć jego świat.
Wiele się zaczęło od ognia.
Ogień pozwolił topić metale, przetwarzać materię. W konsekwencji- budować miasta, ale i kuć zbroje.
Wszystko dzięki odebranej greckim bogom tajemnicy. 
Czy nie można spojrzeć na chłopca z obrazu, jak na Prometeusza?
Dar ognia to jeden z serii uczynków, którego podjął tytan wbrew woli bogów, przemycając jarzące się iskierki w wilgotnym kawałku drewna.
Wcześniej- ulepił człowieka z gliny zmieszanej ze łzami.  Szalone były te gesty Prometeusza... Spotkała go za nie okrutna kara, na skale Kaukazu.

El Soplón Domenikosa Theotokopulosa to obraz artysty na progu twórczej dojrzałości. Jest w tym obrazie także hołd dla mistrzów z przeszłości, tych których prace oglądał El Greco w Wenecji, w Mantui i w Rzymie. W tym obrazie są też zatem podróże artysty. Jest tu droga, która wiodła Domenikosa z Krety, wówczas podległej Wenecji, przez Serenissimę do Rzymu. 

Obraz powstał w Rzymie. Domenikos przybył do Wiecznego Miasta najpewniej w 1570 roku, po pobycie w Wenecji, gdzie zasilił liczną, grecką kolonię.
Rodzimą Candię opuścił kilka lat wcześniej. Przywióz ze sobą tradycje greckiego pisarza ikon, które w Wenecji zespolić miał z odkryciami tamtejszych malarzy. Tycjan, Veronese, Tintoretto- to oni stworzyli wenecką szkołę, w której paleta malarska rozbłysła całym bogactwem. 
W drodze na południe, w Reggio nell`Emilia na Nizinie Padańskiej najpewniej zobaczył jeszcze "Noc" Correggia- przepiękne przedstawienie Pokłonu Pasterzy. Lśnienie w tym obrazie wyraźnie wskazuje na realizujący się wśród nocy cud.


Czas El Greca w Rzymie jest wyjątkowo pasjonujący. Nie chcę mu wypominać koncepcji przemalowania w Kaplicy Sykstyńskiej fresków Michała Anioła. Artyści muszą być przekonani o swoim ganiuszu i niekiedy patrzeć z pobłażaniem na innych. Nie przekonał papieża i być może dlatego musiał wyjechać dalej, do Toledo.

To w Rzymie jednak miał zafascynować się dziełami mistrza ze znacznie odleglejszej przeszłości i zaufać jego wizji. Antyfilos, malarz z czasów Aleksandra Wielkiego, miał być autorem opisywanego przez Pliniusza Starszego przedstawienia chłopca rozdmuchującego ogień.

Trwa zatem ogień przez stulecia. Płonie jasnym blaskiem w obrazach lub w ich opisach. Łączący wieki. Sprawiający, że gdy wczoraj mój 12-letni siostrzeniec zapalił zapałkę, i potem wpatrywał przez dłuższą chwilę w migotliwy płomyk, od razu przypomniało mi się arcydzieło El Greca z neapolitańskiej Galerii.

Dzięki sztuce wszystko staje się bardziej uniwersalne i wspólne, w gęstej sieci odniesień. Jak w inspirujących obrazkach przypiętych do sztalug malarzy.  

Justyna Napiórkowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz