21 lut 2012

Z podróży- Bruksela


Znam już chyba wszystkie ekipy wizz air i lotu. Znam menu, wysokości przelotowe i mapę Europy na mojej trasie. Łódź,  Drezno, Kolonia, Maastricht. Wznosimy się, "tu kapitan", osiągamy wysokość przelotową, kanapka, duty free. Obniżamy wysokość lotu.
W Brukseli deszcz. Albo śnieg. Albo słońce. Zazwyczaj wieczór. Czasem poranek.

Znam wszystkie triki podróżnych. Na przykład technikę "na lidera", do stosowania przy nienumerowanych miejscach.
Zgrabnym susem pan w dopasowanym garniturze mija matki z dziećmi na rękach, rodziców składających wózki, wyprzedza peleton zwykłych podróżnych, przejmuje prowadzenie, łokciem zaznacza swój teren, macha biletem przed stewardesą , jeszcze szybka rozmowa, zamaszystym gestem otwiera klapkę w komórce, głos ma teatralny, niesie go po całym korytarzu, niewątpliwie giełda się z nim łączy, a on jak rzymski cesarz przy budowie imperium mówi "bierzemy". Giełda musi być nowojorska, bo warszawska o tej porze już śpi. Potem pan znów przyspiesza, biegnie, prawie zadyszka, ale znów pierwszy,  już zasiada w autobusie, zasiada wygodnie, wzrokiem błądzi, ale nie, on nie jest zagubiony, on raczej nie widzi,  a i tak na płycie lotniska wysiądzie pierwszy, znów zastosuje ten sam repertuar środków, w kontrapoście prześlizgnie się między podróżnymi, wykorzysta moment hamowania, zachwianie równowagi współpodróżnych, zaanglezuje, ale utrzyma pion. I znów jest, pierwszy na schodku, dumnie lecz nie dystyngowanie, kroczy, pod górę, do samolotu; zaraz zajmie dwa nienumerowane miejsca i wzrokiem będzie poszukiwać nieobecnego znajomego, dla którego z czystej przyjaźni miejsce zajął. Obejmie spojrzeniem jeszcze panią usilnie starającą się ułożyć swój bagaż na półce nad fotelami, obejmie, ale nie pomoże, bo dla niego czas czynów, czas działania już minął. Teraz trwa antrakt przed następną sceną, teraz trzeba zbierać siły na kolejny etap. Lot minie szybko, krótka drzemka, może pasjans na komórce, a potem znów wróci do walki o pierwszeństwo. Czeka, bo kiedy tylko zgaśnie napis "zapiąć pasy", on pierwszy zerwie się na równe nogi i wystartuje w wąskie kuluary i przepastne hale terminala.
Potem go minę, będzie czekał na bagaż. Pechowo, jego walizka przybywa ostatnia. A może czeka nie tu gdzie trzeba?

Bruksela. W Warszawie pracuję sama wyznaczając sobie czas i zadania. Tu wpisuję się w rytm lokalny. Pobudka w ciemności, szybka kawa z rogalikiem, autobus. Czasem tył autobusu umyka przede mną. Czasem, taxi! Czasem metro. Stacja Schuman, w dzielnicy europejskiej. Ta stacja jest jak symbol Europy. Wokół międzynarodowy gwar, a stacja od lat w budowie. Gdzieś za przepierzeniami trwają prace, choć na zewnątrz nic się nie zmienia i całe podziemie jest opakowane jak instalacja Christo, w płyty wiórowe i rusztowania. Europa w budowie, w większym lub mniejszym chaosie.

Po pracy spaceruję po mieście. Zagaduje do mnie człowiek. Cały dobytek ma ze sobą, dwie plastikowe torby. Zarost kilkudniowy. Czy nie mam przypadkiem euro, czy nie pomogę? Pytam pani ze sklepiku obok czy go zna i on czy zbiera na przyzwoity cel. Ona potwierdza. Mówi, że nazywa się Adbel. Adbel jest bezdomny, przyjechał 16 lat temu z Maghrebu. Pytam się go na co ma ochotę. Mówi, że na "giant". Nie wiem co to jest, on proponuje, że zaraz mi pokaże. Prowadzi mnie do baru quicka. Giant, zestaw- hamburger, frytki, cola. Abdel mi tłumaczy, żebym koniecznie kupiła mu też  dodatkowy majonez . I nie zapomniała o słomce. Bonne action. Dobry uczynek.  Abdel mówi, że trafię do raju. Pewnie nie będzie to aż tak proste.

Dotykają mnie promienie słońca. Jest miło. C`est agréable. Jest prawie wiosna. Pójdę na wystawę Cy Twombly, w Bozar.

Na zdjęciu : Bruksela, Mont des Arts, naprzeciw Grand Place, po prawej Galeria sztuki Katarzyny Napiórkowskiej

Justyna Napiórkowska www.osztuce.blogspot.com

Na marginesie:

W zeszłym roku, za Waszą sprawą doświadczyłam niewiarygodnych emocji, zdobywając dwa tytułu w konkursie Blog Roku 2010.

Teraz chcę przedstawić Wam kilka blogów, jeśli ich jeszcze nie znacie!

Zorkownia- czyli barbarzyńca w hospicyjnym ogrodzie. Absolutnie wyjątkowy blog. Pokochacie go od pierwszych słów!

Blog Ojca Leona Knabitazwycięzca w dziedzinie blogów profesjonalnych. Wspaniale mieć takiego Konkurenta! Z pewnością zasługuje na laur- to naprawdę blog z sercem i serdecznością dla wszystkich Czytelników.


Blog Moniki Zakrzewskiej poznałam w zeszłym roku. Od Autorki usłyszałam wówczas bardzo wiele miłych słów. A jej blog- to filmowa podróż w czasie, do epoki niemego kina, fascynujących osobowości i barwnych wydarzeń z czasów minionych.

Blog Galerii Sztuki Katarzyny Napiórkowskiejowoc konsekwentnej pracy kilku osób. Autorki wkładają bardzo dużo pracy i zaangażowania w tworzenie tego przewodnika dla kolekcjonerów, pasjonatów sztuki, debiutantów i tych którzy chcą wiedzieć więcej.


1 komentarz:

  1. Spotkałam kiedyś takiego lidera, bardzo zabawny tekst!

    OdpowiedzUsuń